Rozpoczęcie Sezonu Grzybowego
Kulig - Ząb 2012
Galeria Meryt Galeria Lucynka
Galeria Basia Galeria El@
Galeria Maryjka Galeria Kazimierz
W Zębie na ganku siedzi baca i ostrzy siekierę.
Podchodzi turysta i pyta:
- Baco, po co ostrzycie tę siekierę?
- A tak, dla zabicia czasu...
A jak czas zabijali grzybiarze na starcie?
Grzybiarze na przednówku jadą w góry skaliste, zakopane w śniegu aby nie było prowokacji. Siarczyste mrozy wymrażają skutecznie natręctwa tropicieli i pozwalają na chwilę zapomnienia. Poszukiwacze runa oddają się uciechom pospolitym a temat grzybów sprowadza się jedynie do degustacji marynat.
Zimowy alert postawił wszystkich na nogi , w tej branży brak czasu na sen zimowy. Uruchomiliśmy wszystkie dostępne środki transportu aby dotrzeć do celu. A wszystko po to, aby przesiąść się na sanie zaprzężone w konie i po raz kolejny rozsmakować się w kuligu. Zadomowiliśmy się w miejscowości Ząb pod Zakopanem, która przyjęła nas bardzo ciepło. Trzeszczący mróz szalał w całej Polsce, ale ocalił wybrańców z przysiółka Furtki.
Harmonogram był napięty, w programie obowiązkowa wizyta na Krupówkach, grzane piwo na Gubałówce, kulig z pochodniami, kiełbasa pieczona na osikowym patyku oraz rekreacja i sport w pełnym wymiarze. No i gwóźdź programu, tańce w karczmie u Zapotocznego na rozstaju dróg .
Piątkowe popołudnie przesiedzieliśmy na ganku z bacą tak dla zabicia czasu. Omawialiśmy szczegółowo okoliczne atrakcje i wygrzewaliśmy się leniwie podziwiając Hawrań. Część ekipy pod wodzą Kazimierza utknęła w korku pod Rabką. Ale nie bacząc na trudy podróży sobie znanymi szlakami i pokrętnymi ścieżkami dojechali gdzieś od zadniej strony Zęba. Wieczorem Krzysztof zaczął rozdawać karty i rozwiązaliśmy problem umiejscowienia banera.
Kazimierz Wielki z Bieżanowa niespodziewanie obdarował nas motywującym prezentem. Kubki z napisem owocnych zbiorów w sezonie 2012 teraz zobowiązują.
W sobotę wszyscy rozpierzchliśmy się na cztery strony świata a konkretnie okolic. Wszędzie było nas pełno. El@ rozrabiała na Krupówkach a Józef miał na oku zbójnika na Gubałówce. Grupa Kazimierza wyrwała się spod kontroli a baca rzekomo widział ich na Giewoncie. Krzysztof testował narty na zębiańskim stoku a Basia założyła szkółkę snowboardową dla młodzieży. Grzegorz Damyradę zaplanował sobie wyrwanie nogi z kolana, czego skutecznie dokonał.
Popołudniu czas naglił, bo atrakcji wiele, więc zapełniliśmy pośpiesznie termosy grzanym winem i daliśmy się ponieść konnym zaprzęgom. Wyhamowaliśmy bezpiecznie u szczytu Rafaczówki, gdzie napoiliśmy konie na zboczu przysiółka Harenda.
Jeszcze tylko pieczenie kiełbasy u Furtków i znaleźliśmy się na tańcach u Zapotocznego. Kapela góralska przygrywała nam do tańca a krążenie poprawiał góralski napój: śwarny juhas, morskie oko, górlecka a potem już były tylko cyrwone wierchy.
Dzień trzeci i niestety ostatni spędziliśmy przykładnie uprawiając sport i rekreację. Rozpytywaliśmy bacy czy jest w okolicy wrzątek a ten z uśmiechem odpowiadał : Tak Ale Zimny !
Żulik wszystko uwieczniał wścibskim okiem aparatu a my siedzieliśmy leniwie na stoku nucąc: Jesteśmy na wczasach w tych góralskich lasach, w promieniach słonecznych opalamy się… orkiestra przygrywa …a o grzybach sza!
Do zobaczenia za rok w tym samym miejscu, bo nie ogarnęliśmy jeszcze całości.
Maryjka.
Forum : kliknij

