Dzień Grzybiarza - Kudłacze 2011
Galeria foto - El@
Galeria foto - meryt
Dzień Grzybiarza uczciliśmy z dwutygodniowym opóźnieniem ale najważniejsze, że po długich opadach deszczu pogoda nam dopisała. Cała ekipa pojawiła się przed schroniskiem na Kudłaczach w parne piątkowe popołudnie. Po zakwaterowaniu kto miał ochotę wyruszył w las w poszukiwaniu grzybów.
Jakiś czas temu ktoś ogłosił wysyp na początku lipca, nijak ma to się z rzeczywistością. Grzyby w tym roku są bardzo wybredne i rosną jak im się chce, nawet w brew zdrowemu rozsądkowi. Borowiki szlachetne dopiero zaczynają nieśmiało się pokazywać ceglasie, muchomory czerwonawe i inne grzybki są mocno potraktowane przez ślimaczki. Można spotkać różne zasłonaki i mleczaje. Ciekawostką są liczne podgrzybki brunatne. Ogólnie z grzybami w Beskidzie Średnim na dzień dzisiejszy jest marnie. To co znaleźliśmy uwieczniliśmy na zdjęciach.
Schronisko na Kudłaczach położone jest w urokliwym zakątku w Paśmie Lubomira i Łysiny Beskidu Średniego. Z polany rozpościera się piękny widok. Z okna naszej sypialni mieliśmy widok na Babią Górę. Na terenie schroniska łączą się różne szlaki górskie i miejsce to zapewnia chwilowy wypoczynek na trasie pieszych wędrówek. Można liczyć na szybki i smaczny posiłek, lane piwko i tani nocleg lub skorzystać z pola namiotowego. W czasie naszego pobytu turyści wylegiwali się na ławeczkach korzystając z ostrych promieni słońca lub chronili się przed upałem w zakamarkach wielkiej wiaty.
Nasze wieczorne biesiadowania rozpoczynały się grillową ucztą dla podniebienia, a później trwały Polaków nocne rozmowy. Przez obydwa wieczory kierownik schroniska Pan Krzysztof-zapalony grzybiarz prowadził poważne i ciekawe dyskusje z naszym Prezesem i Abdulem zwanym obecnie Helmutem.
I tak dowiedzieliśmy się sporo o pszczelarstwie, łowiectwie, gospodarce rolnej, dotacjach, dzikich zwierzętach, o sanatoriach, weterynarii itd. Nie sposób wszystkiego wymienić. Jednak szybkość rośnięcia grzyba to był temat bez końca i najbardziej kontrowersyjny hahahahaha.
W sobotni upalny ranek rozdzieliliśmy się na dwie grupy, panowie wybrali się na dłuższy wypad, a my trzy schorowane kobietki wyruszyłyśmy na spokojny grzybowy rekonesans. Taki spacer przy dźwiękach jedynie śpiewających ptaków był ukojeniem dla duszy i ciała. W lesie mokro, a chłodny jeszcze wiaterek umilał nam poszukiwania grzybowych różności.
Jak się później okazało nikt nie miał pustego koszyka. Kilkanaście borowików upolowaliśmy i oczywiście inne ciekawe gatunki.Po południu słońce jeszcze ostro paliło, ale nasza grupa wyruszyła czerwonym szlakiem na Lubomierz, jednak upał po całym dniu tak się dał we znaki, że postanowiliśmy w pewnym momencie zawrócić. Odpoczynek w cieniu drzew i widok zachodzącego słońca był ukojeniem po tym upalnym i pełnym wrażeń dniu.
Po nocnej ulewie niedzielny ranek był parny i gorący dlatego postanowiliśmy koło południa wrócić do naszych domowych pieleszy.
Letni sezon uważamy za otwarty !
El@.

